28. kwietnia 2026
Czas czytania: 3
Min.
news
Agnieszka Pląska
Prezes zarządu WPD Polska
Wojciech Sztuba, partner TPA Poland: Agnieszko, jesteście weteranem polskiego rynku wiatrowego, jednym z najbardziej doświadczonych deweloperów i inwestorów. Jak dziś wygląda Wasz portfel i pipeline?
Agnieszka Pląska, prezes zarządu WPD Polska: WPD w Polsce rozwija dziś portfel projektów w sposób selektywny i zdyscyplinowany biznesowo. Celem nie jest budowanie wrażenia skali za wszelką cenę, lecz rozwój jakościowego portfela w naszym kraju. Dążeniem spółki jest, aby w procesie dewelopmentu utrzymywać portfel złożony z około 700 MW w wietrze i 700 MW w fotowoltaice.
WS: Jakościowego, czyli w praktyce jakiego?
AP: Coraz częściej są to projekty hybrydowe, a wszystkie nowe przedsięwzięcia od początku powstają z uwzględnieniem magazynów energii. Jednocześnie każda inwestycja w naszym portfelu musi się po prostu obronić ekonomicznie. Patrzymy na rynek realistycznie. W miejscach, gdzie przestrzennie i środowiskowo jest to możliwe łączymy wiatr, PV i magazyn energii, a dla istniejących aktywów dołączamy kolejne projekty w technologii cable pooling. Dziś magazyny są dla nas ważnym kierunkiem i elementem przyszłości systemu elektroenergetycznego, jednak ich opłacalność nadal zależy od kształtu rynku, dostępności usług sieciowych i odpowiednich możliwości finansowania.
WS: Wyzwania w rozwoju biznesu nie są jednorodne we wszystkich wymienionych przez Ciebie obszarach. Gdzie są obecnie największe?
AP: Znaczące i nowe wyzwania widzimy dziś w szczególności w fotowoltaice. To już nie jest rynek, na którym można pozwolić sobie na błędy czy zbyt optymistyczne założenia. Walczy się o każde przysłowiowe „euro”, a opłacalność silnie zależy od odległości od punktu przyłączenia, zmieniających się dynamicznie kosztów budowy infrastruktury, cen energii elektrycznej w tym cen ujemnych, redysponowania i coraz bardziej wymagających modeli pracy instalacji. Do tego doszedł poważny problem społeczny: spadek zaufania do inwestorów. Złe doświadczenia właścicieli nieruchomości z częścią deweloperów doprowadziły do pogorszenia relacji na poziomie lokalnym i utrudniły proces zabezpieczania gruntów, zwiększając jednocześnie oczekiwania finansowe ich właścicieli To pokazuje, jak bardzo ważny jest wybór odpowiedniej i odpowiedzialnej firmy do długoterminowego partnerstwa.
Równocześnie transformacja energetyczna w Polsce wciąż zderza się z barierami administracyjnymi i regulacyjnymi. Z jednej strony wszyscy zgadzamy się, że projekty „zombie” powinny zniknąć z systemu, gdyż blokują dostęp do sieci dla inwestycji rozwijanych z troską przez sporą część inwestorów. Z drugiej jednak strony proponowane przez rząd i organy administracji publicznej warunki i terminy w zderzeniu z wymogami i rygorami z jakimi spotykają się firmy w praktyce, mogą uderzyć także w projekty realne, które nie są w stanie przejść ścieżki administracyjnej w obecnych warunkach.
WS: Na czym polega trudność w odsianiu prawdziwych „zombie”, czyli projektów kiepsko dewelopowanych od tych, które nazywasz realnymi?
AP: Problemem nie jest tylko brak rzetelności po stronie inwestorów, jak często zarzucane jest to branży OZE, lecz także przewlekłość postępowań wynikająca nie raz ze sporych niedoborów kadrowych w samej administracji, czemu sam inwestor nie zawinił Proszę pamiętać, że w takich sytuacjach to ostatecznie właśnie jemu przypinana jest łatka dewelopera „zombi”. Bardzo dużym ograniczeniem w dynamicznym rozwoju inwestycji ekologicznych w Polsce jest brak porozumienia międzyresortowego, w którym to zaakceptowanie jednocześnie rygorów środowiskowych stawianych przez RDOŚ z ograniczeniami przestrzennymi, takimi jak odległości od linii energetycznych, strefy lotnicze, brak zgód rolnych z jednoczesnym rozwojem projektów tylko w tych miejscach, gdzie operatorzy chcieliby rozwijać sieci, staje się bardzo często niemożliwe. Nie przyspieszymy transformacji energetycznej i nie obniżymy cen energii w naszym kraju jedynie poprzez skracanie inwestorowi czasu na realizację jego zadań. Za tym wszystkim musi podążać cała administracja od szczebla rządowego do oddziałów terenów administracji samorządowej, a więc urzędy i pozostałe instytucje. Dlatego potrzebujemy dziś nie tylko zmian przepisów, ale przede wszystkim lepszej koordynacji między resortami, operatorami, administracją lokalną i branżą, aby rzeczywiście na końcu móc dzielić inwestorów na tych poważnych i tych od projektów „zombi”.
Wojciech Sztuba
Partner zarządzający