5. maja 2026
Czas czytania: 7
Min.
news
Przedsiębiorcy rozliczający sprzedaż poza Polską coraz częściej trafiają na problem, który na pierwszy rzut oka wygląda technicznie, ale w praktyce może przełożyć się na wyższy podatek dochodowy w Polsce. Chodzi o sytuację, w której polski podatnik sprzedaje towary albo świadczy usługi za granicą i zgodnie z tamtejszymi regulacjami dolicza lokalny podatek od wartości dodanej, czyli podatek pełniący funkcję zbliżoną do naszego VAT.
Pytanie brzmi: czy taka kwota powinna być dla polskiego podatnika neutralna, tak jak ma to miejsce w przypadku rodzimego podatku od towarów i usług (jak również w przypadku podatku od wartości dodanej płaconego w krajach UE), czy też zwiększa jego przychód podatkowy.
Fiskus twardo stoi na stanowisku, że taki podatek zwiększa przychód podatnika.
Na poziomie literalnym argument organów podatkowych jest zrozumiały. Ustawy o podatkach dochodowych posługują się pojęciem „podatku od towarów i usług”, rozumianym przez pryzmat polskich regulacji VAT, czyli teoretycznie powinno to dotyczyć wyłącznie polskiego podatku VAT. W takim ujęciu pozaunijny podatek o podobnej konstrukcji jak nasz podatek VAT nie mieści się automatycznie w tym wyłączeniu, a w konsekwencji kwota pobrana od kontrahenta wraz z takim podatkiem może zostać potraktowana jako przychód podatkowy.
Problem polega jednak na tym, że tak ścisłe, formalne podejście nie odpowiada ekonomicznej istocie podatku od wartości dodanej. Podatnik nie zatrzymuje przecież tej części należności dla siebie, tylko przekazuje ją zagranicznemu fiskusowi. Z tej perspektywy trudno mówić o definitywnym przysporzeniu.
Co istotne, podobne wątpliwości występowały w przeszłości w odniesieniu do podatku VAT rozliczanego w innych państwach Unii Europejskiej. W tym zakresie, pod wpływem orzecznictwa sądów administracyjnych, organy podatkowe zmieniły podejście i zaakceptowały szersze rozumienie pojęcia podatku od towarów i usług, obejmujące również unijny podatek od wartości dodanej.
Gdzie naprawdę tkwi spór
Sedno problemu nie sprowadza się do prostego pytania, czy zgodnie z ustawą o CIT/PIT pozaunijny VAT nie stanowi przychodu. Patrząc literalnie stanowi. Spór dotyczy tego, czy o skutkach w podatku dochodowym ma decydować wyłącznie formalna definicja z polskich ustaw, czy także funkcja daniny pobieranej za granicą. Organy podatkowe opowiadają się za pierwszym podejściem. Sądy w części spraw wskazują natomiast, że samo literalne odczytanie przepisu nie powinno prowadzić do opodatkowania kwoty, która w rzeczywistości nie stanowi przysporzenia dla podatnika.
Wyrok NSA w sprawie norweskiego MVA nie zamknął sporu
Dobrym punktem wyjścia do analizy jest wyrok NSA z 2 kwietnia 2024 r., II FSK 774/21 dotyczący norweskiego MVA. To orzeczenie bywa przedstawiane jako potwierdzenie, że pozaunijny podatek od wartości dodanej stanowi przychód podatkowy. Taki skrót myślowy jest jednak zbyt daleko idący. Z uzasadnienia wynika raczej, że NSA zwrócił uwagę na procesowy problem tej sprawy: w przypadku państw spoza UE nie ma takiej oczywistości jak w odniesieniu do unijnego podatku od wartości dodanej, a ocena, czy dana zagraniczna danina jest rzeczywiście tożsama z polskim VAT, może wymagać ustaleń faktycznych i postępowania dowodowego. Tego zaś nie prowadzi się w trybie wydawania interpretacji indywidualnej.
W tym sensie NSA nie tyle przesądził szeroko, że norweski MVA z definicji nie może być traktowany jak VAT, ile wskazał, że sąd pierwszej instancji zbyt łatwo przyjął taką tożsamość. Jak czytamy: „To oznacza, że udzielenie odpowiedzi na pytanie w zakresie podatku od wartości dodanej poniesionego w krajach spoza UE, wymaga przeprowadzenia postępowania dowodowego – co nie jest dopuszczalne w trybie wydania interpretacji przepisów prawa podatkowego”.
Nie zmienia to jednak faktu, że praktyczny skutek wyroku był dla podatnika niekorzystny: NSA uchylił korzystny wyrok WSA i pozostawił w obrocie interpretację zgodną z podejściem organu.
Brytyjski VAT po Brexicie: sądy przyjęły szersze spojrzenie
Na tym tle szczególnie interesująco wygląda linia orzecznicza dotycząca brytyjskiego VAT. Obok wyroku WSA w Warszawie z 28 kwietnia 2022 r. (III SA/Wa 2408/21), i następującego po nim wyroku NSA z 14 lutego 2023 r. (II FSK 1050/22), warto odwołać się także do wyroku NSA z 7 lutego 2025 r., II FSK 626/22. W tej sprawie NSA oddalił skargę kasacyjną organu i utrzymał korzystne dla podatnika stanowisko wyrażone wcześniej przez WSA w Warszawie (III SA/Wa 1471/21). Sąd przyjął, że brytyjski podatek od wartości dodanej nie powinien być w polskim CIT traktowany jako element przychodu ani kosztu tylko dlatego, że po Brexicie Wielka Brytania przestała być państwem członkowskim UE.
W tej linii orzeczniczej sądy wyraźnie odchodzą od czysto formalnego podejścia. Nie poprzestają na stwierdzeniu, że brytyjski VAT nie jest już „unijnym podatkiem od wartości dodanej”, lecz badają jego rzeczywisty charakter. Skoro konstrukcyjnie opiera się on na tych samych zasadach co VAT i pełni tę samą funkcję ekonomiczną, to jego ocena w podatku dochodowym powinna uwzględniać zasadę neutralności. Z tej perspektywy kwota takiego podatku nie stanowi definitywnego przysporzenia po stronie podatnika, a więc nie powinna zwiększać przychodu podatkowego.
Bardzo dobrze oddaje to fragment uzasadnienia wyroku NSA z 14 lutego 2023 r., II FSK 1050/22, w którym sąd wskazał: „Brak formalnej tożsamości unijnego podatku od wartości dodanej oraz brytyjskiego podatku od wartości dodanej (które opierają się konstrukcyjnie na tych samych zasadach), nie może zasadnie stawiać podatnika w gorszej sytuacji (…) dlatego, że poniósł on koszt w istocie w tym samym podatku, przy czym nastąpiło to w kraju który postanowił wystąpić z Unii Europejskiej, a z którym łączy EU tak szczegółowa umowa o współpracy gospodarczej i politycznej.”
Ten kierunek wybrzmiał również w wyroku NSA z 7 lutego 2025 r., II FSK 626/22, gdzie sąd podkreślił: „Przyjęcie odmiennego stanowiska sprowadzałoby się do negowania (…) konstrukcji polegającej na pomniejszeniu przychodu i kosztu o podatek od towarów i usług ze względu na konstrukcję tego podatku (uwidaczniającą się z jednej strony w braku realnego osiągania przysporzenia – skoro podatek należny stanowi zobowiązanie wobec Państwa, z drugiej strony w braku ponoszenia kosztu jako takiego – skoro odliczenie podatku naliczonego zapewnia neutralność tego podatku z punktu widzenia podatnika podatku VAT) i jemu odpowiadającemu, w szczególności podatku obowiązującemu w Wielkiej Brytanii.”
To bardzo mocny argument za tym, że w przypadku podatków analogicznych do VAT nie należy zatrzymywać się wyłącznie na literalnym brzmieniu przepisów, lecz trzeba brać pod uwagę również sens i konstrukcję tej daniny.
To właśnie tutaj najlepiej widać różnicę między podejściem organów a podejściem sądów. Fiskus mówi: skoro przepis posługuje się określonym pojęciem ustawowym, nie można go rozszerzać. Sądy odpowiadają: wykładnia językowa jest ważna, ale nie może prowadzić do rezultatu oderwanego od funkcji podatku od wartości dodanej. Jeżeli dana kwota nie stanowi realnego dochodu podatnika, to jej opodatkowanie w CIT budzi poważne wątpliwości. Przy czym o ile w przypadku Wielkiej Brytanii, która systemowo ciągle bazuje na podatku od wartości dodanej wprowadzonym za czasów członkostwa w UE, udowodnienie, że płacony podatek od wartości dodanej jest analogiczny z naszym VAT jest dość proste, o tyle w przypadku innych krajów sprawa już się komplikuje (co pokazuje przykład wyroku dot. Norwegii).
Organy nadal pozostają przy rygorystycznym stanowisku
Mimo korzystnych wyroków dotyczących brytyjskiego VAT, praktyka interpretacyjna organów nadal jest restrykcyjna. Dobrym, a przy tym bardzo świeżym przykładem jest interpretacja indywidualna z 4 marca 2026 r., sygn. 0111-KDIB1-2.4010.664.2025.2.EWJ. To rozstrzygnięcie pokazuje, że fiskus w dalszym ciągu nie przyjmuje automatycznie wykładni funkcjonalnej i nadal skłania się ku stanowisku, zgodnie z którym zagraniczny podatek od wartości dodanej może zwiększać przychód podatkowy, jeżeli nie mieści się w ustawowym rozumieniu „podatku od towarów i usług”. Podobne rozstrzygnięcie widzimy w interpretacji z dnia 24 marca 2026 roku (0112-KDIL2-2.4011.236.2026.1.WS).
Z punktu widzenia praktyki to bardzo ważna informacja. Spór nie został „zamknięty” przez pojedyncze korzystne wyroki. Przeciwnie — podatnik, który chce bronić neutralności zagranicznego VAT z państwa trzeciego, nadal musi liczyć się z tym, że organ podatkowy przyjmie rygorystyczne podejście.
Co to oznacza w praktyce dla przedsiębiorcy
Dla przedsiębiorcy najważniejsze jest to, że dziś nie da się sformułować jednej, uniwersalnej odpowiedzi dla wszystkich państw trzecich. Korzystna linia dotycząca brytyjskiego VAT jest bardzo mocnym argumentem, ale nie oznacza jeszcze, że każdy pozaunijny podatek obrotowy będzie traktowany identycznie. Wyrok w sprawie norweskiego MVA pokazuje wyraźnie, że sądy nie zawsze dochodzą do tego samego wniosku.
W praktyce, działając na terenie Wielkiej Brytanii należy liczyć się z tym, że w przypadku sporu jest szansa na wygraną, ale dopiero w sądzie. Z kolei, jeśli dotyczy to kraju innego niż Wielka Brytania, to należy skupić się na analizie lokalnych przepisów podatku analogicznego do naszego podatku od towarów i usług płaconego w danym kraju i udowodnieniu ich analogii z polskimi przepisami. Takie działanie może dać szansę na korzystne rozstrzygnięcie dla podatnika, ale na pewno nie w pierwszej instancji, a i tu są póki co duże wątpliwości, czy sąd stanie po stronie podatnika.
Literalnie organy rzeczywiście mają argument: polskie przepisy odwołują się do krajowego pojęcia podatku od towarów i usług, więc pozaunijny odpowiednik VAT nie musi automatycznie korzystać z tej samej neutralności. Sądy coraz częściej, przynajmniej w przypadku Wielkiej Brytanii, odpowiadają, że takie podejście bywa zbyt wąskie, bo pomija ekonomiczny sens podatku od wartości dodanej i prowadzi do opodatkowania kwot, które nie stanowią realnego dochodu podatnika. W odniesieniu do innych krajów póki co podejście nie jest jeszcze tak jednoznaczne, ze względu na konieczność dowiedzenia, że płacony tam podatek faktycznie jest analogicznym do naszego podatkiem od wartości dodanej.
Mikołaj Ratajczak
Partner